Menu
menu      Strona Główna
menu      marker nowotworowy pęcherza
menu      marker nowotworowy
menu      MARKER Ski
menu      markery krew
menu      Markery Papierniczy
menu      markery normy
menu      Mariusz Kwiecień Metropolitan Opera
menu      Mariott system
menu      Marketing House
menu      Marta Pawłowska

Wyświetlono wypowiedzi znalezione dla zapytania: markery w Onkologii normy





Temat: pytanie o markery
Witam,
Robercie, zgodnie z sugestią sprzed miesiąca mama zrobila badania markera, w tej chwili wynik wyszedl 15. Co to moze oznaczac? ze marker spada? czy skacze??czy to dobrze czy zle, bo przeciez od chemioterapii juz minelo trochę wiec nie wiem skad skok, choc nie ukrywam, ze cieszę się ze to jednak spadek a nie wzrost
przypomnę po krotce chorobę mamy bo zdaję sobie sprawę, że mozesz niepamietać -
luty 2007 wyciecie guza - marker ok 23
marzec 2007 2 operacja juz u 'onkologów'
sierpien 2007 - zakonczona chemioterapia (6 rzutów)(podczas ktorej markery byly w normie)
sierpien - grudzien marker ok 7
marzec 2008 - marker 17
kiecień 2008 - marker 15
rozmawialismy na ten temat na tym watku - moj ostatni wpis na tym watku dn. 18.03.2008
mama markery robi w tym samym labolatorium.
pozdrawiam





Temat: Jestem nowa - proszę o pomoc
Jeśli cysta na jajniku przy markerze w normie nie budziła wówczas niepokoju pod kątem onkologicznym i jej rozmiar nie był na tyle duży biorąc pod uwagę wiek mamy, to wydaje się, że chyba lekarz dając leki postąpił słusznie. Pytanie tylko jak mama została skontrolowana po zakończeniu zażywania leków?
Fakt jest jednak niezaprzeczalny, że obecnie u mamy stwierdzono już zaawansowany w stopniu trzecim nowotwór złośliwy jajnika, co ogólnie pogarsza rokowanie i napewno gdzieś tutaj nastąpił błąd lub zlekceważenie stanu chorobowego. Napewno trzeba podjąc walkę, którą najprawdopodobniej na początku będzie chemioterapia, ale jej rodzaj jest uzależniony od wyniku badania histopatologicznego.
Mama musi otrzymać wsparcie od Ciebie i bliskich, wtedy jest szansa, że jej sytuacja psychiczna się poprawi. W zalezności, gdzie mama jest leczona można skorzystać z pomocy psychologicznej od psychoonkologa lub w Akademiach Walki z Rakiem.
Odnośnie markera CA 19-9, to jest on też badany w raku jajnika w niektórych ośrodkach ginekologii onkologicznej, jako uzupełnienie diagnostyki. Podstawowym markerem pozostaje CA125, jednak w przypadku rozpoznania histopatologicznego raka jajnika typu śluzowego, to wg doniesień medycznych jest on nawet wtedy bardziej przydatny niż CA125, ale monitoruje się poziom oby dwóch. Jak będzie coś potrzeba to pisz po to forum powstało, aby siebie wspierać i zgłębiać jakąś wiedzę, której często od lekarza ciężko uzyskać.
pozdrawiam i trzymaj się Robert





Temat: to juz dwa miesiace
Mufeczko, nawet nie wiesz jak się zmartwiłam tym Twoim "cholernym markerem". Pocieszam się, że onkolog nie widzi specjalnych problemów, ale jak się śledzi tu na forum nasze wątki, to wydaje mi się, że lepiej być przewrażliwionym niż cokolwiek lekceważyć.
Sama na siebie jestem zła, że od ostatniego markera, (który był w normie) minęło 5 m-cy. Mam świadomość, że powinnam to zrobić co najmiej 2 m-ce temu. Nie mam pojęcia dlaczego to zaniedbałam. Jolu, lepiej żebyś sobie myślała, że przesadzasz niż tak jak ja, że zlekceważyłaś.



Temat: Czasami sama w to nie wierzę !!!!!!!
Robercie bardzo Ci dziękuję za przetłumaczenie. Chcę zaznaczyć, że lekarz onkolog kliniczny, który mnie prowadzi, powiedział mi, że z takim wynikiem histopatologicznym jak mój to spotkał się drugi raz w swojej karierze ( oczywiście w znaczeniu pozytywnym- prynajmiej tak to zrozumiałam). Natomiast prof. (chirurg onkolog), który, mnie operował to po otrzymaniu wyniku histopat. śmiał się, że ciekawy jest reakcji onkologa od chemii. Na moje pytanie czy to znaczy, że nie miałam raka, odpowiedział mi, że miałam, ale on nie wie dlaczego nic nie ma w wyniku hist. i , że cytuję " poprostu cuda się zdarzają" - dodał, że po wykonanej termoablacji zobaczymy co z wątrobą. Mój stan psychiczny i fizyczny był wtedy fatalny i nawet ta krótka rozmowa mnie zmęczyła, chociaż on był w świetnym humorze i chętny do rozmowy. Nawet żartował, że ciekawy jest czy dostanę jeszcze chemię.
Powiem Ci szczerze, że jak przeczytałam to tłumaczenie to już sama nie wiem co jest ze mną. Mam zaufanie do lekarza, który mnie prowadzi i wiem, że ta moja wątroba napewno go rozczarowała - liczył na dużo lepsze efekty po termoablacji i 3-ch chemiach. No, a co do jajnika to chyba jest bardzo dobrze skoro marker w normie i brak komórek rakowych w badamiu hist. Czy to możliwe, żeby po 3. chemiach tak wytłukło raczysko, że jest tylko w rozpoznaniu?
Pozdrawiam serdecznie Ciebie i Gosię. Jeszcze raz dziękuję za pomoc.



Temat: Historia JoliP
Jola w zasadzie biorąc pod uwagę już Twój 4 letni okres walki z chorobą i przyjęte już trzy schematy leczenia, to zdecydowana większość lekarzy odradzi operację sprawdzającą. Prof. Emerich raczej by ją zapronował z przynajmniej dwoch względów ocena wzrokowa i histopatologiczna i ewentualne doleczenie chemią dootrzewonową gdyby było to możliwe i wskazane. Drugi powód to z uwagi, że po zakończeniu drugiego rzutu chemioterapii zaczął ponownie szybko rosnąć marker może być jakimś wskazaniem że chemia dożylna jest nie wystarczająca, ale to moja opinia. Sama zresztą jak wiesz na podstawie innych tutaj wpisów czysty tomograf i marker w normie niczego nie dowodzą, a już tym bardziej całkowitej remisji choroby pomimo, że takie wskazania są wręcz zalecane przez Polską Unię Onkologii oraz Polskie Towarzystwo Ginekologiczne. Pozdrawiam i jeśli masz pytania to pisz.



Temat: co się z wami dzieje??????
Mnie pod koniec sierpnia czeka pierwsza kontrola w Centrum Onkologii w Warszawie. W listopadzie miałem usuwane jądro, w marcu robione RPLND (radyklane) , chemii nie miałem (węzły były czyste, a miałem potworniaka o utkaniu mięsaka przy którym chemia jest mało skuteczna)

Czy wiecie jak wygląda kontrola po RPLND - tylko markery, czy też TK, RTG itp. ?

Strasznie rzadko te kontrole - na własną rękę zrobiłem sobie w swoim szpitalu markery - są w normie: bHCH spadł do zera, AFP 2.8 i RTG płuc - też OK.



Temat: Guzki na otrzewnej!!!
Witam! Dziękuję za odpowiedź. Po pierwszej chemioterapii - jak już pisałam - było prawie rok spokoju i nagle pojawiło się wodobrzusze. U mnie tylko po tym można poznać, że coś się dzieje, ponieważ jestem bezmarkerowa tzn., że u mnie markery są w normie a rak szaleje. Dostałam się więc za drugim razem do programu i dostawałam taxsol sześć kursów z przeciwciałami, a potem same przeciwciała. Nie znam nazwy ponieważ wszystko jest napisane po łacinie. Lekarka powiedziała, że mogłabym je dostawać w nieskończoność gdyby zmiany na otrzewnej przyschły i nie byłoby wodobrzusza. Niestety po kilku tygodniach brania samych przeciwciał poczułam, że pod żołądkiem i wątrobą mam płyn. Po badaniach okazało się, że mam rację. Przeciwciała przerwano, ponieważ przestały działać. Teraz 4 stycznia jadę na ostatnią chemię, dostanę cisplatynę, ponieważ przedostatnią carboplatynę musieli przerwać, gdyż bardzo źle ją znosiłam, mimo środków odczulających. Potem 21 mam tomografię. Guzki muszą być duże, ponieważ od jakiegoś czasu je czuję pod palcami. Dlatego jestem przerażona, ponieważ chemia dla mnie się chyba skończyła, a najbardziej boję się wodobrzusza. Wiele kobiet z którymi leżałam na chemii już nie żyje. Nie poddaję się, ale mój organizm ma dość chemii coraz częściej mi ją przesuwają, ponieważ wyniki mam coraz gorsze. Leczę się w Centrum Onkologii na Ursynowie w Warszawie i czekam na cud. Pozdrawiam!!!!



Temat: po RPLND...
Witam, My jesteśmy w podobnej sytuacji, mąż jest 4 miesiące po operacji ( chemia 2 cykle BEP - wczesneij pisałam 3 ale się pomyliłam), przed opracją węzły były czyste, cały czas markery w normie ), w zeszłym tygodniu miał kontrolną tomografię i wyszły powiększone węzły chłonne śródpiersia. W tej chwili czekamy na konsultację na Onkologii, prawdopodnie będą usuwane, przed operacją jeszcze próba kuracji antybiotykowej ( być może jakiś stan zapalny... ). A miało być już tak fajnie....



Temat: Zaczynamy walkę...
Hej. Jestesmy po 3 seriach Caelyxu. Wszystkie wyniki robione przed 3 seria(morfologia,układ krzepniecia, elektrolity, mocznik, ALAT,ASPAT itd) są w normie. Marker spadł do 113. Dziasiaj robilismy jeszcze TK i wynik ma byc za tydzien. 4 seria w połowie maja. Dr Klimek po zbadaniu Mamy mowila ze widzi poprawe, ale zobaczymy co bedzie po TK. Mama znosi ten cykl chemioterapii duzo lepiej niz Carboplatyne z Taxolem. Nic ja nie boli, zadnych mdłości, pracuje i normalnie funkcjonuje. Jedynie 2 tyg po 2 serii wyszla jej wysypka na nogach i brzuchu, ale ponoc to nic groźnego. Konsutowalismy z dermatologiem ktory przepisal nam maść. Dr Klimek stwierdzila ze niewiadomo czy ma to zwiazek z chemia czy nie.
Zbieramy siły;) Mam tylko problem z przekonaniem Mamy do konsultacji u innych specjalistow. Mama ma dobra opieke w Instytucie Onkologii w Krakowie i nie chce slyszec o jezdzeniu do innych lekarzy;/ Czekam na wynik TK i mam nadzieje ze wtedy uda mi sie przekonac Mame. Pozdrawiam Was wszystkich i bardzo dziekuje za wsparcie i pomoc. Jestescie KOCHANI...



Temat: pobolewania dolnej części pleców
Urolog który mnie operowal powiedział że skierowanie na TK to juz w gestii onkologów. Markery które robiono mi przed zabiegiem są w normie. Jeżeli chodzi o rtg klatki to zapytałem urologa jak wyszło, był zdziwiony ze pytam, ale powiedział ze jakby coś było nie tak to na pewno bym się dowiedział. Na wypisie ze szpitala mam opisaną morfologię oraz obraz z USG nerek. Teraz czekam na ten wynik histopatol. USG tydzień przed zabiegiem wykazało ze węzły są ok. a zmiana niewielka obrośnięta zdrowym miąższem jalk to nazwał mój urolog. Mam nadzieje ze w poniedziałek będą już wyniki miejmynadzieje dobre. Boję się zeby moja kochana żona nie musiała się opiekować naszym kochanym noworotkiem ale i mna po chemioterapii. Może się obędzie
Co mi pozostaje innego jak czekać na wyniki niestety szybciej na TK mnie nie skierują.
Chyba że ,macie moi kochani jakis pomysł jak wcześniej zrobić to TK?
Pozdrowionka Damian



Temat: rozwój raka jądra
Witaj na forum i niestety w klubie
Jak napisał m.k. wcześniej, polegać trzeba głównie na lekarzach, nie wszystkie informacje muszą być akuratne, ale i tak jest to dobre miejsce na szukanie informacji.

Leczenie mam jakiś czas już za sobą i łatwo mi to napisać, ale postaraj się podejść do sprawy spokojnie. Do leczenia trzeba podejść jak do zadania do wykonania. Nerwy wcale nie są potrzebne.

Najpierw zła wiadomość: markery w normie wcale nie gwarantują, że nie ma przerzutów.

Dobra wiadomość: niezależnie od tego, czy są przerzuty, czy nie, leczenie jest dobrze rozpracowane i skuteczne.

Bardzo dobrze, że szybko działasz. To podstawa. Samo usunięcie jądra to raczej zabieg, niż poważna operacja. Ważne: po operacji bierz preparat z wycinkami usuniętego jądra i zgłoś się z tym w Centrum Onkologii.

Poczytaj sobie na spokojnie forum i informacje na stronie. Jeśli masz jakieś pytania to chętnie odpowiem, na forum lub na GG (3064498)

Trzymaj się!




Temat: pytanie o markery
Jeśli chorujesz na raka jajnika, to przy bardziej zaawansowanym stadium choroby, nawet jeśli wystąpiła całkowita remisja choroby po leczeniu operacyjnym i onkologicznym istnieje ryzyko przerzutów do takich organów jak wątroba, jelita, nawet piersi równiez na otrzewnej i do wezłów chłonnych. W raku jajnika niektóre ośrodki onkologiczne polecają jeszcze oprócz markera CA125 badanie markera CA19,9 chociaż wg literatury medycznej uzasadnienie jest w przypadku raka jajnika śluzowego. Można rozważać badanie równiez markera CEA, ale nalezy pamiętać, że sam wynik markera to za mało, ważne tez są wszelkie cykliczne badania obrazowe (USG, tomografia komputerowa) dla pełniejszego obrazu. Niekiedy wzrost markera może być wywołany poprzez stany zapalne , ale jego systematyczny wzrost powyżej normy 35 U/ml może już budzić niepokój onkologiczny.
pozdrawiam Robert



Temat: podejrzenia raka jądra
witaj Wojtku podpisuję się pod tym co napisali koledzy, najlepiej jest udać się do centrum onkologii. Jeśli to możliwe to po zrobieniu USG skonsultuj wynik u kilku specjalistów. Co do markera to jego wzrost nie koniecznie może świadczyć o procesie nowotworowym, tak samo jak jego utrzymywanie sie w normie nie daje gwarancji że wszystko jest dobrze, marker jest jednym ze wskaźników świadczącym o tym że może się coś dziać w organiźmie, na pewno nie wolno tego bagatelizować.
Ja też mogę polecić ci Centrum Onkologii w Warszawie są tam świetni specjaliści, ewentualnie trochę bliżej Centrum Onkologii w Krakowie
Pozdrawiam




Temat: bóle brzucha, powiekszone węzły chłonne
Witam, mam 33 lata i od miesiąca mam bóle brzucha. zaczęło się nagle w nocy, w ciągu dwóch tygodni schudłam 4kg, bo jedzenie powodowało wzdęcia, miałam wrażenie, że pęknie mi prawe żebro, do tego dochodziły problemy z wypróżnianiem, bólem prawej strony jelit. Usg jamy brzusznej -norma.Lekarz rodzinny odnotował dużą bolesność całej jamy brzusznej,przepisał chemioterapeutyk Cipronex, Enterol,po kuracji zlecił morfologię krwi (za dużo granulocytów 7.1, reszta norma),badanie moczu -ok, krew utajona w kale(mama zmarła na raka jelita grubego)-nie wykryto. W trakcie brania Cipronexu nastąpiło powiększenie węzłów chłonnych w prawym dole pachwinowym, bolesność w pobliżu wyrostka robaczkowego ( usg - prawy jajnik - norma)oraz w okolicy pępka, stolce unormowane.Kolejny antybiotyk -Klindamycyna, w trakcie kuracji powiększył się boleśnie węzeł chłonny pod językiem po lewej stronie oraz pod prawą pachą. Dalej bolesność w nadbrzuszu, na linii mostek-pępek ,zwłaszcza przy wysiłku fizycznym jak odkurzanie czy noszenie dziecka,oraz w prawej dolnej stronie brzucha.Rodzinny nie ma pomysłu co dalej, zaproponował, abym udała się do onkologa, tylko nie wie jakiej specjalności. Mam pytanie - jakie badania powinnam sobie zrobić,by zawęzić pole szukania przyczyny tych dolegliwości, markery nowotworowe, ale które, jest ich tak wiele, a to kosztuje;rtg klatki piersiowej i jamy brzusznej(mojej mamie na zdjęciach nie wychodziły przerzuty a zdjęcia robili w centrum onkologii);endoskopię, kolonoskopie, czy błagać o tomografię komputerową?co robić?Z góry dziękuje za każdy post i podpowiedź.



Temat: Markery
Mój 23 letni syn miał we wtorek zabieg usunięcia jądra. Guz był znaczny. Jądro nabrzmiałe. On twierdzi, że to się stało "szybko"??
Markery HCG 558 AFP w normie. RTG płuc bez przerzutów. Oczekuję na wynik histopatologiczny. Czego powinnam się spodziewać? Lekarze udzielają lakonicznych odpowiedzi. Właściwie żadnych. Wspominają tylko, że jeszcze zrobią TK jamy brzusznej a dalej to leczenie onkologiczne. Próbuję się przygotować. Jakiego rodzaju to mógł być guz? Proszę, może ktoś był w podobnej sytuacji.
Co oznacza to HCG?




Temat: chemioterapia przed operacją
Witaj Beato, dobrze, że trafiłaś na to forum, będzie Ci dużo łatwiej znaleźć odpowiedź na wiele pytań i napewno znajdziesz wsparcie u osób wspierających i chorujących.
Od momentu wykrycia guzów do operacji minął ponad miesiąc i tym akurat się nie zamartwiaj, bo jest to na ogół norma. Co do samej operacji to najpewniej lekarz podjął właściwą decyzję - (operowana była w Centrum Onkologii). Obecnie najważniejszą rzeczą jest, aby mama jak najszybciej doszła do siebie i mogła otrzymać chemię najpóźniej 4 tygodnie od operacji ( a czym wcześniej tym lepiej). Ważną rzeczą jest, aby przed wzięciem 1. chemii zbadano marker Ca-125. Podczas podawania chemii będzie miała mama kontrolowany marker. Po 3. chemii zrobią również porównawczą TK i podejmą decyzję co do operacji i właśnie na tym etapie w zależności jak bardzo zaawansowane jest raczysko podejmiecie z mamą decyzję co do operacji lub chociaż konsultacji u prof. z Gdańska. Beatko, jestem chorująca na raka i najważniejsze w walce z tym "gadem" to:
nadzieja i wiara, że wygram, i w związku z tym jak najlepszy stan psychiczny i fizyczny pacjentki i osób wspomagających.
Współczuję Ci serdecznie bo czeka Was ciężki i długi okres walki z tą chorobą.
Z serdecznymi pozdrowieniami dla Ciebie i mamy - Lidka.



Temat: rozwój raka jądra
nie jestem lekarzem, ani omnibusem w tym wszystkim, ale skoro markery masz w normie, to znaczy, że jest to tak bardzo wczesne stadium, że na bank sie nie rozsiewa. Jest duże prawdopodobieństwo, że wogóle nie jest jeszcze złośliwy. Były gdzieś nawet linki do artykułów na tym forum zdaje się, mówiące o tym, że przy takim stadium jest opcja leczenia polegająca na tylko częściowym usunięciu chorego jądra i dążeniu do pozostawienia zdrowej części narządu.
Mnie od momentu diagnozy do operacji upłynęły ponad trzy tygodnie: markery miałem przekroczone wiele tysięcy razy, a guz był wielkości średniego jabłka (byłem pewien, ze mam przepuklinę jak mój ojciec i długo go bagatelizowałem) i często pobolewał. Docent w klinice powiedział, że "z onkologicznego punktu widzenia ten czas, który upłynął [między diagnozą, a operacją] nie gra żadnej roli". Teraz zadają mi chemię, z której właśnie wróciłem, bo okazało się, że siał, ale to na pewno w ciągu tego półrocza, kiedy coś tam zacząłem zauważać i nic z tym nie robiłem.
Ze wszystkimi pytaniami powinieneś jednak iść do lekarza, mimo że wiadomo jak to jest w centrum onkologii: jest się jak część na taśmie w fabryce, czekasz pół dnia na swoje 10 sekund. Porady forumowiczów są chyba nie całkiem miarodajne, a nawet nie do końca legalne i chyba dlatego prawie nikt się tu nie wypowiada



Temat: Rak jajnika Pomóżcie!!!!
Witajcie! Moja mama od jakiegoś czasu ma wodobrzusze. Ta woda w otrzewnej bardzo jej przeszkadza. Jeszcze tydzień temu nie była tak kłopotliwa, a na dzień dzisiejszy mama może wstać z łóżka zaledwie na chwilę bo później ucisk jest tak duży, że ma zawroty głowy. Dziś idzie na prywatną wizytę do lekarza ginekologa i na dniach do Centrum Onkologii. Lekarze w Szpitalu Rejonowym wykryli u niej guzki na jajnikach. Guzki są spore na prawym jajniku guz 64/44mm na lewym 42/24mm. Wyniki badań krwi poza OB 81/h i lekkniej niedokrwistości są w normie. Mama ma jednak bardzo wysokie wartości markera CA-125. Wiem, że norma to 35 U/ml u mamy wynosi ona 1515U/ml. Czy mama może mieć już jakieś przerzuty? Jakie mogą być rokowania? Czy ktoś zna jakiś dobrych specjalistów, niekoniecznie w Bydgoszczy? Dziś mamy wizytę u dr Grabca Dopiero wieczorem będziemy wiedzały coś więcej Z góry dziękuję za odpowiedź



Temat: Wyniki histopatologiczne
kochani pomóżcie jestem po wycięciu jądra. Wszystkie badania dodatkowe wyszły OK (markery miałem robione przed operacją i były bardzo niskie - sam dół normy, morfologia też cacy). Czekałem 3 tygodnie na wynik hispat i wczoraj (czyli w piątek) Pani, do której dzowniłem najpierw mnie ochrzaniła, że dzwonię codziennie (od 5 dni puszczały mi już nerwy ) ,ale w końcu sprawdziła i powiedziała "proszę Pana wynik już jest , ale nie widział go jeszcze lekarz ,a może np. będzie chciał zrobić kominek histopatologiczny". Zdycham teraz z nerwów, bo to kolejne dwa dni czekania, a martwię się ,że jak wynik musi obejrzeć lekarz to coś jest ostro nie tak. Orientujecie się jak to jest ? Czy to standardowa procedura ? Leczę się w Centrum Onkologii w Warszawie i tam też robili to badanie.



Temat: po RPLND...

jeżeli na kolejnej TC nie będzie poprawy czyli zmniejszenia węzłów chłonnych

A kiedy to badanie TC? Markery mąż ma w normie?

U mnie bHCG- 0,3 ; AFP- 3,5 ; LDH - 220

Ja dziś w nocy wyjeżdzam do Centrum Onkologii do W-wy zeby jutro pokazać zdjęcia TK powiększonych węzłów. Zobaczymy czy u mnie również dalszy tok postępowania będzie tak jak opisała Beba tzn. antybiotyk czy nie. Dam znać po powrocie.

Tak przy oakzji, czy ktoś się orientuje jaka jest prawidłowa wielkość węzłów chłonnych śródpiersiowych? U mnie w opisie badania TK napisano, że mam powiększony pakiet węzłów o wymiarze 35mmx32mm i jeden węzeł o wymiarze 20mmx15mm.



Temat: Rak jajnika pP 1a Nx???? Ktoś pomoże?
Gabi raczej chodziło chyba torbielakogruczolakoraka. Wg tego co piszesz to stadium jest raczej wczesne pomimo rozmiarów guza (jak piszesz duży), jeśli w innym miejscach nie stwierdzono obecności komórek nowotworowych. Z uwagi jednak, że w rozpoznaniu histopatologicznym stwierdzono raka brodawkowatego jasnokomórkowego może być wskazanie do chemioterapii uzupełniającej, gdyż wg nowych wytycznych właśnie m.in. ten rodzaj raka jajnika bez względu na stopień zaawansowania choroby zaleca się rozważenie zastosowania chemioterapii adjuwantowej czyli uzupełniającej. Najprawdopodobniej 3 cykle, ale to jest decyzja onkologów i chemioterapeutów. Wiem doskonale co przeżywasz, ale jak będziesz potrzebowała jakieś wiedzy i pomocy, to na tym forum w temacie raka jajnika napewno ją znajdziesz. Ca125 w normie w zasadzie powoduje, że mamy nowotwór nie jest czuły na wzrost tego markera, co czyni go mało przydatnym w monitorowaniu leczenia oraz w późniejszych badaniach kontrolnych. Pozdrawiam i nie trać mimo wszystko nadziei.



Temat: teratoma w ciąży
Robercie,
Dziękuję za odpowiedź. Z pewnością nie zdecyduję się na ewentualną operację radykalną w najbliższym zabiegu, jeśli zajdzie taka potrzeba- podejmę decyzję po rozważeniu wszelkich za i przeciw, po operacji będziemy już wiedzieli o czym mowa ....i ewentualnie kolejna operacja choć mam ogromną nadzieję, że nie stanę przed takim wyborem: życie moje czy życie dziecka...
Czy brodawkowate struktury są charakterystyczne dla zmian onkologicznych? Nie jest to przecież kryterium rozpoznania a jednak sugeruje taką zmianę. Czy brodawkowate struktury wykluczają teratomę???
Czy spotkałeś się z podobnym do mojego przypadkiem na forum? Chętnie porozmawiałabym z taką osobą... A- jeszcze jedno; czy ciąża ma wpływ na poziom markerów? Przeprowadziłam badanie będąc we wczesnej ciąży i wyszły mi w normie, czy przed operacją nie ma sensu ich powtórzenia?



Temat: Wpis - yoanna80
Ania rozumiem Twoją sytuację, ale bez operacji nie da się walczyć z tą chorobą. Nie mogę jednak zrozumieć, dlaczego od chwili postawienia pierwszej diagnozy upłynęło już 1,5 miesiąca, tym bardziej, że zrobiła się przegroda w guzie, co może dowodzić, że ta choroba postępuje czyli powiększa się stopień zaawansowania, który jest jednym z czynników rokowiczych. To zwlekanie jest naprawdę porażające. Ja rozumiem, że jest u Ciebie problem z płytkami krwi, ale trochę dziwne, bo jednak tej chorobie często towarzyszy ich wzrost. Marker CA125 w normie nie jest tutaj roztrzygający, bo możesz należeć do niewielkiego odsetka kobiet, u których on niereaguje, a taka choroba się rozwija. Mam nadzieję, że szybko Ciebie zoperują i to w specjalistycznym ośrodku z udziałem ginekolgów-onkologów. Życzę powodzenia. Pozdrawiam



Temat: Moja Mama
Witam Robercie
Dziękuję za tak szybką odpowiedź.
Zadałeś kilka pytań,nie wiem czy uda mi się odpowiedzieć na nie wyczerpująco,ale spróbuję.
Chorobę Mamy zdiagnozowano po pierwszej operacji 3 lata temu na podstawie wyników badania histopatologicznego.Operację przeszła w jednym ze szpitali ginekologiczno -położniczych w Warszawie.Tam również po miesiącu przeprowadzono Mamie drugą operację po przebytym krwotoku.Wtedy lekarze już wiedzieli,w dalszym ciągu było jednak coś nie tak.Sprowadzono ordynatora oddziału nowotworów kobiecych narządów płciowych z warszawskiej Onkologii.zapadła decyzja o prawie natychmiastowym poddaniu Mamy chemii.Przez 8 miesięcy jeździła na zabiegi co 3 tygodnie,nie podawano jej żadnych leków,pomijając zastrzyki,które dostawała gdy zaczęły się problemy ze szpikiem.Poziom markera CA 125 po chemii to 3,w lipcu tego roku poziom wzrósł do 12,teraz jest na poziomie 20.Wiem że poziom nie przekroczył normy.Nie rozumiem tego.
W tej chwili Mama nie dostaje żadnych leków pomijając przeciwbólowe,wiem jedynie to co powiedział mi dr Panek po operacji:po zagojeniu się blizny Mama ma zacząć chemię.
Jeżeli mam być szczera,nawet nie wiem o co mogłabym zapytać wspomnianego lekarza po tym co usłyszałam.
Wiem jedno,Mama cierpi.Przepraszam za bezpośredniość,ale wiem że wypróżnienie sprawia jej ogromny ból.Wydala niewielkie ilości śluzu z większą ilością krwi.
Pozdrawiam serdecznie i czekam na odpowiedź



Temat: Co się u nas dzieje?
Na wstępie chciałabym wszystkich przeprosić, że tak się długo tu nie pokazywałam. Ale obiecuję poprawę

U mnie tyle się przez ostatni czas działo, że chyba musiałabym tu pół dnia siedzieć przed kompem i pisać. Dlatego opiszę to wszystko w skrócie....

A więc.... Przez ostatnie tygodnie w moim życiu działy się następujące rzeczy: złe wyniki krwi, markery nowotworowe poszły w górę, podejrzenie przeżutów lub miejscowej wznowy, pobyt w szpitalu na onkologii, dokładne badania co i jak, badania wykazały, że wszystko okej, chociaż marekry nowotworowe do dzisiaj są niewiele powyżej normy ( WARUM???? ) , potem powrót do domu, radosna nowina, że dostałam się na studia ( yeah ) , spadek leukocytów (kurde, leciały na łeb na szyję ) jeżdzenie po lekarzach aby coś pomogli na moje leukocyty które nie chciały przekroczyć magicznej 3, w tym czasie było również zatrucie pokarmowe i 2 wizyty w szpitalu, teraz na szczęście spokój, branie lekarstw na wzrost leukocytów ( naprawdę bardzo grzecznie i skrupulatnie je biorę, bo moja odporność gdzieś sobie poszła i nie wiem gdzie ), no a za pare dni wyjazd nad morze ( yeah ), no i ciąg dalszy nastąpi... (mam tylko nadzieję, że już bez niepodzianek, łagodnie mówiąc, negatywnych).....

To BAAAARDZO wielki skrót, ale chyba starczy.



Temat: Co się u nas dzieje?
Torchę się wystraszyłam.... byłam dziś na kontroli na onkologi. Myślałam, że będzie ok, nawet aż tak się nie stresowałam, ale jednak nie było ok. Markery nowotworowe powyżej normy, mina lekarki wystraszyła mnie totalnie, długo macała mi brzuch w jednym miejscu (tam mnie zabolało) i kazała się zglosić 10 lipca na oddział onkologii.....

K***, jak życie może się zmienić o 180stopni w przeciągu paru minut.....

Miał być wyjazd weekendowy w plener, zamiast tego są łzy i strach.....



Temat: teratoma w ciąży
Witam,
Proszę o pomoc osoby, które mają ( miały) podobną sytuację do mojej.
W Grudniu 2008 wykryto u mnie zmiane na jajniku- zmiana cystyczno- lita, 3,5 cm lita i 2,2 cm cystyczna.
Lekarz nie robił z tego tragedii ( jako, ze byłam tuż przed miesiaczką) i zapisał mnie na następną wizytę za 3 m-ce. Poszłam do innego ginekologa już za miesiąc a ten z miejsca skierował mnie na operację ( laparoskopię) z rozpoznaniem potworniaka. Konsultacje u innych lekarzy wyglądały w ten sam sposób, sugerowano mi niezłośliwy charakter zmiany ( markery w normie, słabe unaczynienie, brak widocznych na usg zmian na przydatkach i w jamie). Wykonałam pierwszy etap szczepień przeciwko żółtaczce, oczekując na operację 2 miesiące. Dwa tygodnie przed operacją dowiedziałam się, ze jestem w ciąży. Dwóch lekarzy ginekologów - położników z Ginekologiczno-Położniczego szpitala w Poznaniu ( praktyków z bardzo dobrą renomą) zasugerowało mi odłożenie operacji do czasu porodu ( cięcie cesarskie), sugerując ew. laparoskopię ale bez wskazań.

Dwóch kolejnych ( w tym jeden ginekolog-onkolog) zasugerowało wykonanie zabiegu w 10 tygodniu ciąży, jako okresie najkorzystniejszym ze względu na najmniejsze zagrożenie dla dziecka. Onkolog stwierdził istnienie dwukomorowej cystycznej zmiany o dł. 4,4 cm ( łącznie) przedzielonej strukturą litą.Zdecydowanie z punktu widzenia onkologicznego zalecił laparotomię i usuniecie guza w całości Za niepokojące uznał brodawkowate struktury wewnątrz guza. Wykonałam drugie szczepienie przeciwko żółtaczce, do zabiegu mam 2 tygodnie.
Proszę o jakiekolwiek informacje na temat ryzyka wykonania laparoskopii i laparotomii w pierwszym trymestrze ciąży. Jakie - poza poronieniem- taki zabieg może nieść konsekwencje dla dziecka? Czy muszę podpisywać zgodę na ew. usunięcie ciężarnej macicy w przypadku rozpoznania śródoperacyjnego nowotworu złośliwego? Czy operacja oszczędzająca, bez wdrożenia chemii do dnia porodu- ma jakiś sens?



Temat: to juz dwa miesiace

Robert przeczytalam dzisiaj watek Ewy i mam do Cebie pytanie.Ostatnia chemie mialam 30.07.Po miesiacu dokladnie 28.08 mialam robiony tomograf ,robione markery.W TK nie stwierdzono zadnych zmian a markery wyniosly 87.Lekarz powiedzial zeby sie nie martwic ze chemia jeszcze dziala.Nastepny marker mialam robiony pod koniec wrzesnia i wyniosl 57.Bylo tez robione badanie USG przezpochwowe i normalne badanie ginekologiczne .Wszystko bylo w porzadku.Nastepny termin mam za 3 miesiace u ginekologa i onkologa.Ale caly czas martwia mnie te markery .Tyle czytalam na tym forum ze juz w trakcie chemii markery spadaly ponizej normy.A u mnie wysokie.Doradz mi Robert co moge zrobic? Czy jezeli USG ,TK i badanie normalne jest w porzadku to moze po prostu nie martwic sie tym markerem ?? Pozdrawiam Jola

Jola ważne, że te markery nie rosną. Dobrze, że badania USG i TK niczego niepokojącego nie pokazują. Jeśli chodzi co powinno decydować o zakończeniu leczenia onkologicznego, to drogi są dwie. Klasycznym i najczęściej stosowanym i tutaj mowa o stadiach bardziej zaawansowanych to CA125 w granicach normy i badanie TK bez odchyleń jest podstawą do zakończenia leczenia. Drugą drogą jest wykonanie operacji sprawdzającej " second-look"lub laparaoskopii. Tutaj jednak nie ma jedności wśród lekarzy leczących raka jajnika. Ostrożnie sie tylko nadmienia, że takie postępowanie może być z wyboru i najprawdopodobniej chodzi tutaj o te stadia najbardziej zaawansowane lub gdzie spodziewane jest wykrycie resztkowej postaci choroby niewidocznej w badaniach obrazowych. Jak pokazuje praktyka istnieją ośrodki onkologiczne, które tą drogę drugą stosują. W pozostałych nie jest to zbyt często spotykane, ale się zdarza. Jak zauważysz z wpisów na forum widać, że pierwsza droga często łagodniejsza i nie ingerująca w organizm osoby chorej na raka jajnika sprawdza się tylko w krótkim czasie który nazywa się remisją choroby. Szybko wykazana progresja określana jest jako wznowa choroby, ale są lekarze, którzy uważają inaczej i określają to, że to progresja przetrwałej choroby i nie wyleczonej w pierwszym etapie leczenia onkologicznego. Oczywiście nie ma złotego klucza do postępowaniaw tej chorobie i nigdy do końca nie wiadomo co jest lepszym wyjściem. Ja mam wyrobione własne zdanie, że z tą chorobą nie ma sensu się szachować tylko robić wszystko co daje medycyna, aby nie dać się jej rozwinąć, ale i tutaj nie ma żadnych gwarancji. W tym nieszczęściu trzeba mieć trochę szczęścia żeby to wszystko dobrze się poskładało i organizm był na tyle silny, aby to wszystko przetrzymać, aby osiagnąć jakiś sukces. Pozdrawiam



Temat: po RPLND...
Witam.

Mam na imię Tomek. Mam 29 lat. Rok temu, w listopadzie podczas kąpieli wyczułem na lewym jądrze niewielki guzek. Zaraz siadłem do komputera i szukałem informacji na temat guza jądra. To co znalazłem spowodowało, że zrobiło mi się gorąco! Natychmiast zadzwoniłem do prywatnego gabinetu urologicznego i zapisałem się na USG. Na drugi dzień pojechałem i okazało się, że to nowotwór.
Poszedłem do szpitala, gdzie ponowiono USG jąder, zrobiono markery i tomograf jamy brzusznej. Markery:
bHCG - 13,5 (norma do 10)
AFP - 2,3 (norma do 5)
TK jamy brzusznej nie wykazało zmian nowotworowych w żadnym organie, węzły chłonne ani wątroba nie były powiększone.
Nastepnego dnia wycięto mi jądro.
Potem najgorsze - czekanie na wynik histopatologii...miałem małą nadzieję, że to nie rak. Niestety - mieszany nasieniak z potworniakiem.
Dostałem skierowanie do Centrum Onkologii do Gliwic. Tam zlecono immunohistochemię która potwierdziła wynik histopatologii, dodatkowo okazało się, że potworniak ma utkanie mięsaka. Zrobiono też RTG płuc - bez przerzutów.
Zapadła decyzja, że zostanę poddany chemioterapii. Znajomy lekarz zaproponował mi, żebym pojechał do Centrum Onkologii do Warszawy na konsultację. Nie byłem przekonany, ale pojechałem.
Tam stwierdzono, że metoda proponowana w Gliwicach jest co najmniej dziwna, bo chemia ktorą miałem dostać nie działa na mięsaki !!! Zaproponowano RPLND. Zgodziłem się od razu. Za 3 tygodnie przyjechałem na operację.
Wycięto węzły chłonne- brzych rozcięty od mostku do ok. 8cm pod pępkiem. Pierwsze dni po operacji były nieciekawe. Już pierwszego dnia po operacji kazano mi wstawać i chodzić, gdzie ja nie potrafiłem ruszyć nawet nogą! Nie umiałem nawet oddać moczu, a miałem podawane kroplówki (ok. 3,75 litra /dzień) Byłem cewnikowany 1 dzień, potem wszystko zaczęło wracać do normy. Najgorzej było tylko z chodzeniem do ubikacji, zmianą pozycji ze stojącej na leżącą. Po 2 tygodniach kłopotów z jelitami (czopki) wszystko unormowało się. Czuje się dobrze (wróciłem do pracy 2tyg po operacji!) choć 3 dni temu podczas ściągania segregatora z półki coś mi jakby strzeliło w środku i znów brzuch boli.
Najważniejsze - histopatologia wyciętych węzłów czysta a bHCH spadł do 0,1 !!! LDH i AFP w normie.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich forumowiczów !!!

Tomek29 dnia Sro Gru 24, 2008 8:24 am, w całości zmieniany 1 raz



Temat: Rekonwalescencja po RPLND
Witam serdecznie wszystkich forumowiczów!

Zalogowałem sie jakiś czas temu (po spotkaniu zorganizowanym przez Fundację w Centrum Onkologii w czerwcu br.) i pewno zapomniałbym o Forum, gdyby nie przypadkowe spotkanie z Jackiem R. w szpitalu MSWiA (gdzie byłem w dniach 16.10.2008-24.10.2008 w związku z RPLND; Jacku, pozdrowienia dla Ciebie, Małżonki i Waszych ślicznych pociech!), od którego dowiedziałem się, że naprawdę sporo osób sie tu udziela;-)

Po krótce o moim przypadku:
Mam 26 lat (tzn. skończę je 9 listopada br.)
Na jesieni 2007 zaobserwowałem zmiany jądra (powiększenie i stwardnienie). Rozmawiałem o tym z moją wybranką Adą i byliśmy przekonani, że "się przedźwigałem". Zmiany nie ustepowały a w lutym zaobserwowałem coś na kształt malutkiego guza... Ada natychmiast zapisała mnie do androloga, który zdiagnozował nowotrwór. Dwa dni później (28.02.2008) byłem juz po operacji usunięcia jądra. Po kolejnych dwóch tygodniach zgłosiłem sie do Centrum Onkologii, zrobiłem Tomografię klatki piersiowej, jamy brzusznej i miednicy (na własny koszt bo w ramach NFZ czekałbym miesiąc) i 18.03.2008 rozpocząłęm chemioterapię (3xBEP) zakończoną 13.05.2008. Markery spadły do poziomu mieszczącego się w normie natomiast powiększone węzły chłonne nie zmalały w związku z czym konieczna stała się operacja ich usunięcia (RPLND).

17 października br. przeszedłem zabieg RPLND i pomimo upływu trzech tygodni nie czuję sie za dobrze (gdy dłużej spaceruję bolą mnie mięśnie pleców, wciąż odczuwam bóle mięśni brzucha wzdłuż szwu a utrzymanie w pełni wyprostowanej sylwetki wymaga ode mnie wiele wysiłku).

Zwracam sie do osób po RPLND aby podzieliły sie wrażeniami z własnej rekonwalescencji.

Po jakim czasie przestały was męczyć bóle mięśni pleców i brzucha?

Czy wykonywaliście jakieś ćwiczenia?

Czy zaopatrzono Was w listę zaleceń i przeciwskazań mających zapewnić szybki i w miarę bezbolesny powrót do normalnej aktywności fizycznej?

Dostałem wyniki histopatologi trzech usuniętych zgrupowań węzłów z wynikiem 3xPotworniak - czego się spodziewać? (mile widziany głos uspokajający...)

Z góry dzięki za odpowiedź

Gorąco pozdrawiam,

Krzysztof (wawrzyniec_82)



Temat: zmiana leczenia
Witam,
Dziekuje Robert za szybki post.
A wiec tak:Mama lecz się w Krakowie, najpierw bylo to w szpitalu na Garncarskiej ale obecnie przebywa w innym szpitalu-wojewodzkim.
W styczniu 2006 miala pierwsza operacje a potem 5 serii chemi taxol z carboplatyna ( w karcie choroby znalazlam ze taxol zpostal pozniej zastapiony zamiennie przez gindaxel i sindaxel)Nie wiem czy to to samo.
Pozniej byla kolejna operacja i wszstko Ok.
Niestety w czerwcu 2007 kolejny nawrot i 5 serii chemi,bo miala słabe wyniki z krwii i szóstej juz nie podali.Brała wtedy endoxan( w karcie pojawia się przy kolejnych seriach symbol CTX nie wiem czy to to samo) z carboplatyna.
Pozniej markery spadly do 24 przy normie 35.Wiec wszystko ladnie.
W tym roku w marcu amrkery zaczely rosnac,ale klinika nie powiadomila nas od arzu i dowiedzielismy sie o tym po 3 miesiacach.Wtedy urosly do 2900.
Mama miala w lipcu termin na chemie gemcytabina.Pojawila sie jednak woda w brzuchu.Nie mogla jesc,slabla.Z tego powodu nie podali chemii i wyslali na interne do inneo szpitala, z powodu niedroznosci jelit.Podawali jej zywienie pozaustrojowe co amme postawilo na nogi i w koncu przeniesli ja na onkologie.Poczatkowo mieli podac chemie ale zaczeli zastanawiac sie nad ingerencja chirurgiczna.Lekarz jednak wtykluczyl taka mozliwosc.W obecnej sytuacji mama nie ma wiele wody w brzuchu ale wymiotuje ciemnobrazowa ciecz z "fusami"(przepraszam za opis).Problemy z gazami, wypróżnianiem.Lekarz powiedzial ze są liczne nacieki na jelitach cienkich,male gózki ktore uciskaja i powoduja te dolegliwosci.Lekarze nie podali dalej chemii mamie,zalozyli sade do wypróżniania z zoładka tych wymiotów brazowych.
Wiem ze Prof z Gdanska pomoglby nam.Byalm w Sopocie u niego ale akurat bylo to przed Jego urlopem.Kazal pzrywiezc mame,wtedy Ona byla wycieńczona i nawet podróz bez kroplówek z Krakowa była dla niej zabójcza.Nie wiem co robić.Teraz mysle ze moglibysmy ja przetransportowac ale nie wiem jak zalatwic formalnosci,jak sie dostac tam do szpitala,co mam zrobic.Czuje sie beznadziejnie ze nic nie umie zrobic zeby jej pomoc.
Robert pozdrawiam Ciebie i Gosie.Podziwiam Was ze macie taka sile walki i chec pomocy innym.Wszystkiego najlepszego.



Temat: Czy to moze być zmiana wtórna?
W styczniu 2006 zdiagnozowano u mnie raka jajnika Ca ovarii II.
Zoperowano mnie usuwając jajniki i macicę+ wyrostek.
Na jajnikach- Adenocarcinoma papillare G2 9 na jednym torbiele z zieloną treścią z brodawkami wewnątrz i na zewnątrz),przymacicza- Focus carcinomatosus.
W lipcu mija trzy lata od ostatniej chemii Taxol + Cisplatyna( 6 cykli)-leczę się w Gliwicach.
W czasie chemii zaczęła się Polineuropatia- najbardziej dotkliwa na nogach.Nie wspomnę o nawracającym zapaleniu stawów(badania pod tym kontem są OK)opuchniete ręce i stopy,nieszczelnej zastawce serca(to wyszło niedawno-ale serce szalało juz w trakcie chemii-bardzo szybka akcja-do dziś biore Betaloc).Podrażniony zołądek, trzustka,jelita.Słowem wrak człowieka.(A na komisji o rentę lekarz oznajmił że gdyby nie operacja to uznał by mnie za zdrową!!!)
Na początku ubiegłego roku nasiliły mi sie bóle lewego biodra,wcześniej tez były ale bolało mnie wszystko więc nie przywiązywałam do tego wagi.Zrobiłam badanie RTG-nic,Densytometrię- (wyszło 80% masy - osteopenia, w zakresie kregosłupa).Ból biodra się uspokoił na chwile po podaniu -nie pamietam już-preparat uzupełniający wapń. Ale teraz znów sie nasilił.Objawia sie to bólem przy wstawaniu -np. z fotela,kiedy wstanę nie mogę zrobić kroku bo coś jakby blokowało ruch-potem chrupnie i moge normalnie iść.Ostatnio pojawił sie ból dość silny-rwący,ale nie cały czas-mam wrazenie że to też jakby w związku z pogodą(na deszcz).Lekarz zlecił MR biodra i wyszła zmiana na tylnej zęści panewki stawowej ok 12 mm.Radiolog podejrzewa zmiane wtórną(po raku jajnika).Byłam z tym na onkologii
-skierowano mnie do Piekar Sl. na ortopedię(tam jest oddział leczenia raka kości i zwyrodnień),dostałam skierowanie na scyntygrafię(juz zrobiłam-wynik za dwa dni ) i TK. Z duszą na ramieniu czekam na ten wynik.Marker Ca125 w lutym 12,2 na ostatnim badaniu 23czerwca był 18,7.Czemu tak mi skoczył!!!!- niby norma-ALE!Przeczytałam dziś na jakiejś stronie ze Ca 125 moze się zwiekszyc przy stanach zapalnych innych narządów miednicy małej ,marskości watroby,zapaleniu trzustki,chorobach płuc itd.Mam wiec nadzieje ze to moze z powodu mojej trzustki .Mam pytanie odnośnie tej zmiany w panewce- czy to moze być zmiana wtórna???



Temat: Guz jądra?
Witajcie,
dopiero znalazłem chwilę czasu żeby usiąść i coś "naskrobać". 8 lutego (czyli już prawie miesiąc temu) zrobiłem prywatnie USG i wyszło, że "coś niepokojącego tam jest". Szpital, urolog, a potem Centrum Onkologii w Warszawie. Markery świetnie (LDH, AFP, HCG - przy samej dolnej granicy normy - czyli 0), morfologia świetnie. Rtg klatki też ok. Jest jednak decyzja, że tną bo żartów tutaj nie ma. Jądro poszło do słoika. Po wyjściu ze szpitala szybciutko tomografia i znów ulga. Byłbym już pełnym optymistą gdyby nie histopatologia, na którą czekałem 3 tygodnie (podobnio jest już wynik, ale nie oglądał go jeszcze lekarz, a "być może będzie chciał zrobić kominek histopatologiczny (z tego co zrozumiałem to po prostu takie consylium) więc wydadzą mi dopiero w poniedziałek". Znowu weekend mam z głowy, bo mimo że normalnie funkcjonuje i się nie łamię to czasami łapie mnie straszny dół (dlatego też m.in. dołączyłem do Was ). Jedno co chciałbym na tym etapie przekazać wszystkim, którzy trafią tu z pytaniami to fakt, że naprawdę nie ma co pękać przed badaniami. Ja poszedłem w ciągu miesiąca odkąd coś wyczułem i na szczęście żadnych przerzutów nie ma. W takim wypadku dużo łatwiej o dobry humor i siłę na walkę z tym choróbskiem. Nie czekajcie aż - że zacytuje Panią doktor z oddziału - "jajko urośnie jak piłka tenisowa i człowiek będzie upstrzony przerzutami", bo choć to nowotwór dobrze wyleczalny i w takim stadium to jednak w wtedy szanse już maleją. Nie ma co się wstydzić lekarzy bo oni do tego podchodzą jak glazurnik do kładzenia kafelków, a wstyd siedzi tylko w Waszej głowie. A tych, którzy panicznie boją się usłyszeć, że mają guza i to powoduje ,że boją się pokazać na USG czy u urologa zapewniam, że człowiek wtedy myśli zadaniowo i wcale nie jest tak strasznie. Poza tym początkowe stadium to ponad 90% szans na wyleczenie. Przy grypie jest większa śmiertelność A i na życie można spojrzeć inaczej , przewartościować swoje poglądy i podejście do świata - pamiętajcie, że jest takie staropolskie przysłowie "nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło". I coś w tym jest.

Pozdrawiam
Adam
Adam



Temat: Nadzieja umiera ostatnia....
Na tym forum wyczytałam o prof.Emerichu, ponieważ skorzystałam z tej wiedzy i właśnie wróciłam z wizyty od niego chciałabym opowiedzieć historię mojej mamy, 60 letniej fajnej babki, dla której wraz z nawrotem choroby wróciła też nadzieja.
Luty 2006 – na 4 miesiące przed udaniem się na emeryturę, mama /notabene wieloletni pracownik szpitala miejskiego w Bydgoszczy/ jak zwykle po0ddaje się rutynowym badaniom cytologicznym i usg. Wszystko w porządku, prawie, gdyż kilka dni później miesiączka przedłuża się do dwóch tygodni, lek.ginekolog podejmuje decyzję o usunięciu niewielkiej nadżerki, o której wcześniej już było wiadomo.
Marzec 2006 - podczas zabiegu lekarka wykrywa u mamy ok.15 cm guz na prawym jajniku.
Szok...rozpacz...lęk...przerażenie...pytania...-dwa lata wcześniej zgasł mój Tata...w sekundę...już go nie było...zator... czy guz jest wynikiem tej traumy ?
31 marca operacja:
Rozpoznanie: adenocarcinoma endometrii. Tumor ovarii sinistri permagnus.Elkcon. Cervicis uteri antea. Guz wytoczono w całości, torebka pękła podczas wytaczania i treść odessano. Macicę wraz z przydatkami usunięto. Wypreparowano tkankę tłuszczową wraz z węzłami chłonnymi. Wycięto wyrostek robaczkowy, w którym stwierdzono naciek. Wycięto sieć większą. .
Wyniki: 1.Przydatki prawe – cystadenoca mucinosum ovarii dextrii G2. PT2C. NX (WHO) IIC (FIGO). Guzowata zmiana 10x9x6,5cm. Na przekrojach białoszara, częściowo torbielowata. Ca nacieka torebkę.
3. W obrębie jamy macicy miejscowy naciek Ca dochodzący do powierzchniowych warstw mięśniówki trzonu. Ujście wew. nacieczone Ca. Przymacicza wolne od nacieków.
4.Płun z jamy otrzewnej – cellulae Ca.
5.Wyrsotek robaczkowy appendictis reactiva.
6.Reszta wolna od przerzutów.
Wycięto mnóstwo, ale mama dostaje skierowanie na chemię. Lekarze z jej szpitala są ogromnie zatroskani, ale my wierzymy. W cud?
Maj, czerwiec, lipiec 2006 – Taxol + Karboplatyna w osłonie Zofranu, Dexametazonu, Zantacu, Dipherganu. Marker Ca125 spada do 5. Ale decyzja o podaniu kolejnych trzech dawek jest oczywista.
Sierpień, wrzesień, październik – kolejne dawki, marker na poziomie 5. Włosy odrastają ładniejsze, inne skutki chemii powolutku, powolutku wyciszają się. Pozostaje tylko lub aż słaba koncentracja, chwilowe zaniki pamięci. Przyzwyczajmy się do zakręconej mamy i pilnujemy, aby zawsze miała przy sobie komórkę.
Kolejne miesiące mijają na cokwartalnych szczegółowych badaniach w szpitalu onkologicznym w Bydgoszczy, zdarza się wynik markera 0. Radość trwa. Jak mówi mama, diabeł pokonany.
Do czasu.
28 Lipca 2008. Wynik usg: w ok.prawych naczyń biodrowych zmiana hypo bez patologicznego unaczynienia. Wygląda niegroźnie, dr chemioterapii ignoruje tę zmianę, ale mamę boli. Nie może chodzić, przyjmuje coraz więcej środków przeciwbólowych. A jej lekarz ginekolog upiera się, ze to jest przerzut. Zaczynamy poszukiwania, szereg badań, markery w normie, ale na poziomie 15 , u mamy to znaczy niewielki, ale wzrost, tomograf wykazuje obszar 40j H. Węzeł chłonny podejrzany, biopsja nic nie wykazuje, kolejna już celluae susspectae, no i wreszcie decyzja o wykonaniu PET.
5 listopada 2008 – wynik PET: ogniska czynnego procesu rozrostowego wzdłuż naczyń biodrowych i w prawej pachwinie. Wniosek: zmiana jest nieoperacyjna....
Lekarze w onkologu wręczają skierowanie na chemię. 11 Października mama ma się położyć na oddział. Ma zapisana Karbolpatynę i cisplatynę. I Szoku już nie ma. Histerii tez nie. Mamy już wiedzę, jesteśmy bogatsi o doświadczenia, ścieżki w onkologu już wydeptane. Ale mamy tez forum.
I adres i telefon do prof.Emericha. No to w drogę.
I nadzieja wraca jak bumerang. Krótka decyzja po analizie badań. „Będę wycinał”. I megaszybki termin- 19 listopada. To już za tydzień, w środę! Dziękuje ogromnie wszystkim forumowiczom, Robertowi i innym dzielnym. DZIĘKUJĘ !



Temat: Czasami sama w to nie wierzę !!!!!!!
18.02.2008 r. o godz.18,30 podczas usg dopochwowego lekarz poinformował mnie, że mam mięśniaki macicy i na lewym jajniku jest guz o wymiarach 120 mm na 100 mm. Byłam w szoku. Zadzwoniłam do przyjaciółki, która po 15 min. oddzwoniła, że 19.02.08 o godz. 8,30 mam umówioną wizytę u ginekologa onkologa. Po ponownym usg potwierdzono guz jajnika lewego. Pani doktór zleciła kolonoskopię w znieczuleniu , szczepienie przeciw żółtaczce, rtg. kl.piersiowej, EKG, morfologię i marker CA125. Kolonoskopię zrobiłam 28.02.br. i następny szok: w esicy w odległości 20-25 cm. od odbytu naciek obejmujący ok. 1/3 obwodu jelita - pobrano wycinki do badania histopatologicz. 07.03.br. otrzymałam wynik badania: w wycinkach śluzówka jelita grubego z widocznym od strony surowicówki naciekiem nisko zróżnicowanego raka, mogącego odpowiadać rakowi surowiczemu jajnika. Pani doktór ginekolog onkolog poinformowała mnie, że operację będę miała 25.03.br i że w związku z naciekiem na esicy operację będzie wykonywał chirurg onkolog oraz ona i że muszę wyrazić zgodę na stomię (świat ponownie zwalił mi się na głowę) , ponadto przed operacją mam wykonać TK jamy brzusznej i miednicy małej. 14.03. wynik TK: Wątroba niepowiększona, w segmencie 4/8 kilka różnej wilekości ognisk, meta o wymiarach od 15 do 43 mm. drogi żółciowe wewnątrzwątrobowe nieposzerzone. Śledziona prawidłowa.Trzustka prawidłowa. Nadnercza niepowiększone. Nerki położone typowo, w nerce lewej torbiel korowa o średnicy 10 mm.; ukm nieposzerzony. W miednicy małej od poziomu talerzy biodrowych, pośrodkowo duża nieprawidłowa masa o wym. 143 x 105 x 110 mm. Zmiana ma zróżnicowany współczynnik pochłaniania w części centralnej ogniska hypodensyjne - strefy rozpadu. Ze względu na duże rozmiary guza określenie czy punktem wyjścia guza jest macica czy jajnik jest niemożliwa. Pęcherz moczowy uciśnięty, okolica przedkrzyzowa wolna. Aorta nieposzerzona, węzły chłonne okoloaortalne i biodrowe niepowiększone. Nie stwierdzam płynu w jamie brzusznej i w miednicy małej.
Badaniem objęto część płatów dolnych płuc, w okolicach nadprzeponowych kilka cieni okrągłych w płucu lewym i pojedyńczy cień w płucu prawym.
Po przeczytaniu opisu TK myślałam, że to pomyłka, że to niemożliwe, a jednak chyba możliwe - marker CA z dnia 13.03.2008 roku wynosił 9693.
Lekarz zaproponował mi zamiast operacji trzy sesje chemii: paklitaksel + karboplatyna w cyklach 21 dniowych od 18.03.2008 roku (18.02. dowiedziałam się o guzie) a potem ponownie TK porównawcze i operacja.
08.04. miałam drugą chemię i okazało się, że marker CA 125 wynosi 1744, a morfologia i biochemia są w normie.
Chemię zniosłam b. dobrze, tylko już nie mam włosów (wypadły mi po 2-ch tygodniach po 1. chemii). Teraz czekam 29.04. kiedy otrzymam 3. chemię i dowiem się, że marker wynosi .................. np. 15.
TK będę miała 15.05. i liczę na to, jestem prrrawie pewna, że jeszcze w maju będę operowana.
Robercie, jak widzisz moja historia zmieniała się jak w kalejdoskopie. Praktycznie nie byłam w stanie ani zaakceptować ani pogodzić sie z jednym gromem z jasnego nieba, a już był gotowy następny.



Temat: Powitajcie nas w klubie :-)
Witam. Jestem nowa w temacie, ale chciałabym dozućić swoje 3 grosze. Mężczyźni nie bójcie się chodzić do lekarza.... wyprosi Was dzwiami wejdźcie oknem !!! dwa tyg temu mąż poszedł do szpitala na zabieg usunięcia wodniaka.... wodniak od początku był dziwny np. znajdowała się w nim krew a nie bursztynowy płyn.... ale niech im będzie. Po otwarciu okazało się ze to guz, usujięto więc jądro i nasieniowody. Czekaliśmy na wynik markerów. Okazało się że to nowotwór. Zaczęło się jesienią 2006 r , jądro minimalnie się powiększyło po infekcji (katar, kaszel) popytałam sie o lekarza, trzeba było mieć skierowanie od rodzinnego, ale jak tu posłac chłopa który dobrze się czuje nigdy nie chorował ... ale jakoś mi się udało. Pamiętam jak bał się że komuś będzie musiał pokazać "interes" dziś się z tego śmiejemy bo w obliczu większych problemów wstyd odszedł na odległy plan. Skierowanie dostał, kolejka do urologa niebotyczna, a jądro powiększało sie nadal. Poszliśmy prywatnie, nie jesteśmy ludźmi majętnymi... ale dobrze zrobiliśmy. Urolog orzekł że to wodniaczek, można z tym żyć USG nie potrzebne. Może zabieg na styczeń? nie ma sie co śpieszyć. Mąż dostał antybiotyk i wróciliśmy do domu. Jądro powiększało się nadal, kolejna wizyta u lekarza, kolejny antybiotyk, ściągnięty płyn, który miał bć bursztynowy a okazał się krwisty. Jądro powiększało sie nadal.Następna wizyta prywatna . mąż tak panikował jak naczytał się o raku że za trzy dni lekarz umówił się na zabieg... w trakcie którego jednak wyszło na nasze. Najciekawsze jest to że termin kolejnej wizyty państwowej mieliśmy na połowę stycznia?!Nie czekajcie, molestujcie lekarzy, płaćcie za wizyty, dobrze że w ogóle jest taka możliwość. Jeżeli to błachostka to super jeżeli nie to cóż podobno im wcześniej tym lepiej. Naprawdę zadziwiający jest fakt że problem nowotwora jądra jest tak skrzętnie ukrywany.... przecież gdyby nie internet nadal leczono by mojego męża na "wodniaczka" z którym można żyć. Przecież nie wszyscy mają dostęp do internetu!!! Wracając do choroby.... Mąż po orchidektomii nie dostał chemii, markery spadły same w krótkim czasie, węzły nie powiększone...leżał trzy dni na oddiale po czym odesłano go do domu mówiąć że jest zdrowy i zalecono ścisłą kontrolę, było pięknie przez 2 miesiące. Teraz powtórzył badania po raz trzeci i ma ciut wyższe beta HCG, onkolog powiedział że się tym nie martwi bo nadal mieszczą się w normie. Jak to jest z tym markierem? jeżeli podskoczył raz to znaczy że już tylko będzie rósł? czy mogą występować wahania takie jak np. przy morfologii, raz lepsza raz gorsza. pozatym LDH zawsze miał ciut poswyższone nie spadło ono tak jak inne markery a wręcz rośnie.miał kolejno w odstępach miesięcznych 420, 438, teraz 480 U/L. Onkolog tym się przejął ale na razie kazał czekać na rozwój wypadków. Przypadkowo trafiliśmy na innego onkologa który stwierdził że coś się z panem dzieje i jak najszybciej trzeba to sprawdzić. w tym miesiącu mamy terminy tomografii... pozdrawiam wszystkich i trzymajmy się razem.



Temat: Powitanie - Ala1 - trudna diagnoza
Witajcie, jak tu miło jest
Jest taka prawda że można się nabawić choroby na samo zachowanie tych lekarzy. To jest straszne żeby człowiek musiał walczyć o swoje zdrowie jak lew. Chcę iść do okulisty i słyszę tekst na wrzesień są zapisy
ludzie toż to jest dramat. Do okulisty też mam iść prywatnie? Oni myślą że ktoś ma kopalnie pieniędzy wystarczy że czekam na prywatną konsultację u neurochirurga Górskiego w Enel-Medzie. Ciekawe co powie na te moje torbiele w kanale kręgowym co niby tak przy okazji wyszły.
Kręgosłup boli, ale ja jestem święcie przekonana że to nie jest powód moich dolegliwości. Nigdy tak źle się nie czułam jak teraz, w mojej lewej ręce jest jakaś sztywność że mam problemy nawet z pisaniem
Mam podejrzenie że to może też być coś ze sklerodermii ze względu na te plamy na kolanach i bolące, twardniejące ręce od środka, są naprawdę dziwne a szczegulnie ta lewa. I jeszcze jedno mnie zastanawia dlaczego mam krzywe, bolące palce u rąk skoro wyklucza mi się RZS choćby tym markerem co zrobiłam a-CCP i wyszło ujemne.
Kręci mnie żeby pójść do lekarza rodzinnego i zrobić teraz morfologię może jakieś zmiany w morf już są robiłam ostatnio 2 miesiące temu.
Wszystko wtedy wyszło na granicy normy. Jedynie wyszedł źle kwas moczowy był bardzo niski bo 1,70 a norma to (2,5-6,5).
Jak spytałam lekarki czemu tak jest to powiedziała nic to groźnego tak może być. A więc przy tym tak pozostałam
Ale wiecie to jest najgorsze że lekarze pierwszego kontaktu o tych chorobach prawie nic nie wiedzą. A powinni a nie samemu trzeba się prosić o skierowanie tak jak ja to zrobiłam do reumatologa.
Miałam szczęście że dostałam pod koniec maja bo 4 czerwca były zapisy w Instytucie, oj co tam się działo byłam przerażona zjechali ludzie z całej polski a miejsc tylko 200. Byłam 18 to może pod koniec sierpnia dostanę się. Zastanawiam się czy nie zrobić jeszcze przeciwciał przeciw cytoplazmie leukocytów pANCA? Dla mnie to czekanie to jest straszne jak pomyślę że np mam czekać na wizytę 2 miesiące rany...............
Ale tak jak piszecie muszę uzbroić się w pigułkę cierpliwości.

nenya......... onkologa to ja też zaliczyłam bo moja internistka badając mnie zobaczyła że mam dziwne zgrubienie na klatce po lewej stronie takie pogrubienie jak by się coś ze skórą działo. Na to onkolog od razu wpadł na genialny pomysł że to chyba guz ściany klatki piersiowej a ja ale zrobiłam TK klatki piersiowej i nic nie wyszło. Oprucz asymetryczności mojej klatki. Dziwne no ale tak bywa, dobrze że wykluczono to świństwo
Pewno do diagnozy czeka mnie długa droga, dla mnie to bardzo długa bo się cholernie męczę mam dwoje dzieci przy których muszą wszystko zrobić a mój mąż od ranka do wieczora pracuja a ja nie mam pomocy od nikogo.
Ocho ale się rozpisałam uciekam bo muszę coś zrobić ale zanim się rozkręcę to trochę minie bo wszystko boli..........
Ciepło wszystkich pozdrawiam



Temat: Kasica kontra rak jajnika
w 2001 roku, późna jesienia kolezanka namowiła mnie na wizyte u ginekologa.podobno zle wygladałam i miałam powiekszony brzuch, który mnie bardzo bolał. nie wiedzialam ze to moga byc sprawy ginekologiczne.Nie mogłam nawet siedziec wygodnie, ani sie załatwic.wazyłam 46 kg gdzie normalnie 54. dostałam skierowanie na usg ale nie poszłam.nie wiem czemu. Poszłam po 2 tygodniach wyladowałam znowu u tego samego ginekologa i od razu skierowanie do szpitala na oddzial ginekologiczny. Poszłam po paru dniach ( chyba sie bałam bo nigdy w szpitalu nie byłam i dlatego zwlaekałam).Zrobili mi usg i nic nie powiedzieli. Tylko szeptali miedzy soba.Dowiedziałam sie ze zostane na noc w szpitalu a nastepnego dnia rano ze skierowaniem mam jechac do szpitala na Pomorzanach w Szczecinie. Mieszkam w Nowogardzie.Ale niestety rano juz tak mnie bolał brzuch ze sie podniesc z łózka nie mogłam. Okazało sie ze guz w który był juz lewy jajnik zmieniony i zrośnięty z otrzewną miednicy i jelitami - pękł.prawie chyba byłam na tamtym świecie.Od razu na stół.podobno jak mi brzuch otworzyli to chcieli mnie wiezc do Szczecina ale doszli do wniosku ze nie przezyje drogi i robili co mogli.I jestem. Podobno nie dawali mi zbyt duzych szans na przezycie.jest 2007 rok.żyję!!!po nawrocie ale jestem. No ale dalej to czekałam na wyniki juz wtedy woedziałam co podejrzewaja ale to niby nie było pewne. Taką wersje mi podali, pewnie dlatego zeby mnie nie straszyć. Wiadomo jak człowiek reaguje na takie newsy!!dowiedziałam sie że jest to sprawa nowotworowa i bede wymagała dodatkowego leczenia. Boze jak ja mało wtedy wiedziałam. Po wynikach pojechałam do Szczecina na Golęcin (Regionalny Szpital Onkologiczny) tez w ciemno i trafiłam alurat na zespół onkologiczny i zalecenie chemioterapia. Normalnie zielona byłam.Niby tyle sie słyszało ale jakos mało człowieka to interesowało. Ja to myslałam RAK=¦mierc. a teraz wiem ze tak nie jest.Nie do konca.Znowu odbiegam od wątku. No i w lutym 2002 roku szpital Golecin i 1 chemia Taxol i Cisplatyna.przy pierwszym worku juz sprawdzałam czy mi włosy wychodza.wszyscy sie śmieli ze mnie ze świr jestem. Przyznam ze troche sie bałam zle ja do konca nie miałam swiadomosci z czym mam do czynienia. Dopiero z czasem coraz i coraz wiecej wiedziałam. Nie byłam przerazona.Markery po operacji były około 17 czy 20 przed nią nie robili mi takich badan. W trakcie chemii w normie, wyniki ok. Samopoczucie tez dobre, apetyt dopisywał, tyłam troche włosy sie przerzedziły, ale nie wyszły do końca. Chemie odbyłam w przewidywanych terminach i skonczyłam chyba w czerwcu 2002 roku.6 cykli i co 3 tygodnie waga o 3 kg wyższa.ale luz.brak jajników=brak hormonów=tycie! Każda wie.Po kontrolnej w szpitalu w POLICACH brak komórek nowotworowych-ZDROWA!!!!!!!i tak do 2006 roku do wrzesnia do okresowych badan kontrolnych.Usg jamy brzusznej- w rzucie na lewy jajnik zmiana torbielowata o wymiarach 4,5 na 3,5 cm.bez jakiegos tam płynu i innych zmian.reszta ok.wtedy sie wystraszyłam.az wyrzuciłam papierosy( popalałam sobie od czasu do czasu w nerwach) i bałam sie ze juz po mnie.Wróciło, umre, co bedzie ze mna.Tak za pierwszym razem byłam na luzie tym razem nie miałam siły. Tak chciałam byc zdrowa i zyc. Tym bardziej ze tyle czasu był spokój, ze juz zapomniałam ze chora byłam. Nastepnie konsultacja z dr,. Talerczyk ( złota Kobieta)i co markery 41 z hakiem ( a norma 35) wiec moze to tylko torbiel z jakimis małymi omórkami nowotworowymi.wiec chyba nie jest tak źle. Diagnoza po wycinkach Wznowa raka jajnkia w ścianie jelita. Mysleli lekarze ze to w jelicie, potem ze moze na a okazało sie ze wbiło sie w ściane jelita grubego (dokładnie w esicy).Operacja w Policach na ginekologiiale tam zobaczyli ze to nie to co powinno i musi mnie chirurg onkolog operowac, wiec doszłam do siebie i na Onkologie na Golęcin i tam na tej chirurgii usuneli mi ta esice z kawałakiem. no i to była ta wznowa. I to w tym miejscu gdzie guz pierwotny przyrósł wtedy za pierwszym razem.Cykl chemii Gemzar i Carboplatyna.Małe skutki uboczne , włosy zostaja!apetyt jest. Nawet na dyskoteki chodziłam.żyłam normalnie ale płakałam po nocach ze strachu. Myslałam ze jak nawrót to juz po mnie .Odwiedzial mnie nawet pani psycholog w szpitalu ale nie miałam sił rozmawiac bo mdliłomnie po lekach pooperacyjnych.( przeciwbolowe). W trakcie tej drugiejk chemii w nawrocie na dodatek złamałam noge tak w kostce ze mam srubki.To tez juz myslałam ze jak pech to pech i nie dam rady. Meczyły mnie dojazdy.ale na szczescie dostałam prace, noga naprawiła sie, chemie troche przewlekłam w czasie bo to noga to przezięcbienie, wiecie jak to jest. ateraz jest tak: chemia skończona w kwietniu albo na poczatku maja, operacja koncowa kontrolna w Policach , wynik-ŻADNYCH ZMIAN I ROZROSTÓW NOWOTWORÓWYCH W POBRANYCH WYCINKACH A W KRWI TEZ NIC!!!!!! SZCZESCIARA ZE MNIE.DOSTA£AM DRUGA SZANSE. 10 grudnia miałam wynik z markerów 19 chyba albo16.juz nie pamietam. Wazne ze w normie. Ale powiem szczerze ze ten drugi raz dał mi w kość. Byłam przerazona.Ale moja Pani doktor Talerczyk zawsze dodawała mi otuchy i zawsze udzielała wyczerpujacych odpowiedzi na pytania jakie ja jej zadawałam, a wierzcie mi bywały i te głupie. Mam nadzieje ze żadan z nas sie nigdy nie podda.Trzeba tego GNOJA ubic i wypedzic.jak tylko sie da!!! Rak to nie wyrok. Pewnie ten moj tekst jest w bałaganie ale tyle bym chciała wam powiedziec ze masakra. Nie udaje bohaterki, nadal sie bioje tym razem bardzo, bo chce zyc i chce normalnie zyc. Zamieszkac ze swoim chłopakiem, potem moze wyjsc za maz, miec prace i w koncu w miare mozliwosci zaczac studia, bo głupia byłam ze tego nie zrobiłam jak byłam od razu po liceum. a potem adoptowac dzidziusia jak bedzie taka mozliwosc:).pozdrawiam i przesyłam buziaki.[/b]



Temat: Witam wszystkich bardzo cieplo i serdecznie!
Mam na imie Krzysiek

Na wstepie, bardzo fajnie ze powstal ten portal.

Kilka slow o mnie :) i historii mojej choroby.

Ktoregos wrzesniowego popoludnia 1997 roku gdy ogladajac TV lezalem sobie na lozku z dlonmi na brzuchu poczulem cos twardego. Zaczalem sie
zastanawiac czy ja to wczesniej mialem, czy moze przeoczylem, a moze tak poprostu ma byc. Jednak niedawalo mi to spokoju i po kilku dniach zapytalem pielegniarki w szkolnym gabinecie. Niestety jedyne co mi poradzila to abym to obserwowal i w razie czego szedl do lekarza.
4 dni pozniej, tak sie zlozylo ze dostalem ostego bolu brzucha i zaczelo sie... lekarz ogolny, pogotowie, ostry dyzur chirurgiczny,... Niestety "lekarze" na ktorych trafilem niebardzo wiedzieli co mi jest i zostalem niestety wypisany bo bol minal po calym dniu w szpitalu.

Wrocilem do domu i z rodzicami zaczelismy szukac lekarzy ktorzy beda wiedzieli co mi jest...

I tak przeszedlem przez USG, USG, CT, CT+kontrast, krew wiele razy w miedzy czasie i inne,a do tego cale tlumy lekarzy ;) czulem sie jak eksponat w muzeum.
Dobrze ze wszyscy byli pozytywnie nastawieni.
Niestety miesiac minal przyszla zima i nikt niewiedzial co to jest, az tu pewnego zimnego poranka, jeden lekarz w rozmowie zapytal mnie:

CZY NIC CI SIE NIE DZIEJE Z JADREM ??

To pytanie troche mnie zaskoczylo i zawstydzilo, wiec zaraz odpowiedzialem ze nie, wszystko jest ok... a nie bylo
Wrocilem do domu zaczalem sprawdzac, myslec....

przypomnialem sobie ze prawie rok wczesniej cos zaczelo dziac sie z moim jednym jadrem, zrobilo sie wieksze, bolesne. Niestety troche wstyd, troche brak wiedzy gdzie pojsc z problemem sprawil ze przeszedlem nad tym do porzadku dziennego

.... w nocy po pamietnej wizycie u lekarza znow cos zaczelo sie dziac (to chyba moje szczescie w nieszczesciu) jadro ktore wczesniej juz bylo wieksze zaczelo puchnac i coraz bardziej bolec.
Rano sam pedzilem do lekarza! Po badaniach lekarz wiedzial juz co mi jest, ja jeszcze tego nie bylem swiadom...
Dostalem leki przeciw bolowe i za 4 dni mialem operacje usuniecia jadra.
Byla pod narkoza, ale niebylo pozniej bardzo zle :))
jeden dzien na pooperacyjnej i zaczalem wracac do zycia!
W miedzy czasie robiono mi badania na poziom markerow, niebardzo wiedzialem co to jest, ale wiedzialem ze jeden z nich mam 10x wyzszy niz byc powinien...

troche sie przestraszylem (pozniej dowiedzialem sie z inni maja te norme przekroczona 1000 i wiecej razy)

Po tygodniu pojechalem ze skierowaniem do Warszawy (aaaach zapomnialem dodac ze jestem z Krakowa)
Zostalem bardzo milo przyjety przez s.p. prof. Grzegorza Madeja.

To wlasnie w tym dniu uslyszalem:

Masz raka, wypadna Ci wlosy, beda Cie meczyly wymioty, ale bedzie dobrze...

Zamurowalo mnie, owszem bylem w centrum onkologii, ale jakos caly czas to do mnie nie docieralo....

Na drugi dzien zaczalem chemie, protokolem BEP 4x co 3 tygodnie.
Wtedy zaczal sie dla mnie koszmarny okres :(
Nie moglem jesc, pic, od wszystkiego odrzucalo, po wszystkim byly wymioty.
Schudlem w trakcie chemii do niecalych 50kg przy 178cm wzrostu.
Skora stala sie szara, blada, wygladalem jak sciana.
Morfologia spadla do bardzo niskiego poziomu, niebylo nawet pewne czy po ostatnich kroplowkach bede mogl pojechac do rodziny na sylwestra.

Na szczescie skonczylem chemie miedzy swietami, a nowym rokiem i pojechalem na sylwestra na wies.
Tym samym zaczal sie okres powrotu do wiekszej lub mniejszej normalnosci.
Zaczalem normalniej jesc, tym samym oczyszczac organizm i poprawiac morfologie... bo niestety czekala na mnie kolejna operacja :(
Pojawilem sie w szkole.... bardzo mi pomogli, dziekuje mojej klasie, wszystkim nauczycielom, a szczegolnie dyrektorowi Antoniemu Borgoszowi... nie stracilem roku!!!

Zaczely sie ferie :) jeszcze bardzo slaby bo minal dopiero miesiac z haczykiem, ale uparlem sie ze pojade w gory :)
Niesamowicie wypoczalem! Dobrze ze moja lekarka niewiedziala ze jezdzilem wtedy na nartach :D chyba by mnie zamordowala (bardzo cieplo pozdrawiam)
Jednak wszystko co mile szybko sie konczy i wypad zakonczyl telefon z Warszawy ze mam termin na zabieg...

Tydzien pozniej bylem na chirurgii urologicznej i czekalem na wyciecie guza.
Plytki i czerwone i biale cialka wracaly do zycia :) ja w raz z nimi i poszedlem wreszcie na stol!
Po kilku godzinach patroszenia (szkoda ze spalem) pozbylem sie tego swinstwa!!
Bylem bardzo obolaly, rozciety od mostka az po kosc lonowa, ale napewno szczesliwszy ze to juz za mna.
W szpitalu spedzilem jeszcze 10 dni i wrocilem do domu, rodziny, przyjaciol, a po miesiacu na stale do szkoly.

Nastala wiosna, wraz z nia ja odzylem!
Od tego czasu, pozostawalo mi pojawic sie co pewien czas na kontroli w szpitalu.

....

7 lat pozniej

Aktualnie mam 26 lat
W tej chwili uprawiam wyczynowo sport, pracuje, ucze sie.
Po chorobie zostaly wspomnienia, czasem ciezkie i niemile (chemia, operacje),
ale tez te cieple do ktorych zawsze bede wracal, przyjazn, milosc (pielegniarka - s.p. Asia W.)

Dzisiaj poza efektami ubocznymi chemii takimi jak astma i dretwienie rak w zimnie, jestem zdrowym czlowiekiem.
Za co dziekuje dr n. med. Iwonie Skonecznej i dr n. med. Wojciechowi Rogowskiemu, oraz wszystkim innym lekrzom i pielegniarkom z COI w Warszawie.

Bylo ciezko, ale warto bylo walczyc! walczyc o zycie, walczyc o zdrowie!

Design by flankerds.com